Wywiad z Barbarą Bereżańską – opiekunką, blogerką i pisarką

Kategorie artykułu: News

Nowo poznane osoby bardzo łatwo potrafią zaszufladkować człowieka. Słyszą „opiekunka” i już wiedzą wszystko. A tak naprawdę nie wiedzą nic. Każdy z nas jest inny, podjął się tej pracy z różnych powodów. Niestety w wyobraźniach większości ludzi obraz opiekunki jest jeden – niezbyt ciekawy.

Dziś mamy przyjemność rozmawiać z Panią Barbarą Bereżańską, opiekunką osób starszych, blogerką oraz autorką książki Perły rzucone przed damy.

Poloniusz: Opieka nad osobami starszymi nie była Pani wyuczonym zawodem. Proszę opowiedzieć, jak trafiła Pani do tej branży?

Barbara Bereżańska: Jako świeżo upieczona maturzystka wyjechałam do Niemiec, by studiować. Po kilku latach z różnych względów zmuszona byłam przerwać naukę. Planowałam podreperować swój budżet i powrócić na studia. Pracowałam rok w recepcji hotelu w Polsce. Niestety w ten sposób trudno było zarobić na bieżące wydatki, nie wspominając o odłożeniu pieniędzy. Zupełnie niespodziewanie otrzymałam propozycję pracy w greckiej restauracji w Niemczech. Stawka nie była powalająca. Bardziej przypominała tygodniówkę niż miesięczną pensję. Postanowiłam jednak spróbować i zobaczyć, o co w tym chodzi. Niestety po pierwszej podwyżce, przez kolejne lata, dochodziła mi masa obowiązków, spadała na mnie ogromna odpowiedzialność, a wysokość pensji stała w miejscu. Na pytania o podwyżkę, słyszałam, że owszem, moja praca zasługuje na uznanie, ale nie mam, co liczyć na wyższą pensję.

W wolnym czasie czy też podczas podróży do Polski, spotykałam zadowolone opiekunki, które opowiadały, jak to towarzyszą osobom starszym, za duże pieniądze. Długo nie mogłam się przekonać do pracy w opiece. Przekonał mnie mój szef, który sprawił, że moja praca stała się nieznośna. Na koniec kariery w gastronomii pierwszy raz w życiu nie dostałam wynagrodzenia. Stwierdziłam, że mam dość. Nie mając zbyt wielkich oszczędności, musiałam szybko znaleźć nową pracę. Namawiana przez koleżanki, w końcu wyjechałam do Niemiec jako opiekunka osób starszych. Był to bardziej eksperyment niż zmiana branży na dobre. Eksperyment powiódł się.

W opiece nad osobami starszymi pracuję już cztery lata. Nigdy więcej nie szukałam pracy w gastronomii. Aczkolwiek nieraz się nad tym zastanawiam. Pieniądze w opiece są jednak bardzo kuszące. Poza tym pracując jako opiekunka, to ja decyduję, kiedy wyjeżdżam do pracy. Gdy byłam zatrudniona w restauracji, najczęściej pracowałam w sezonie letnim, no i oczywiście podczas wszystkich świąt.

Poloniusz: Proszę opisać swoją pierwszą pracę w charakterze opiekunki?

BB: Wciąż nie wiem dlaczego, ale najlepiej wspominam moje pierwsze zlecenie. Podopieczna miała bardzo zaawansowaną demencję. Wielokrotnie wyrzucała mnie z domu, straszyła policją, uciekała z domu, chciała „wracać do domu”, nie spała w nocy. Pod koniec mieszało jej się, kto jest córką, matką, wnuczką. Nie miałam dnia wolnego, nie miałam przerwy. Być może dobry kontakt z córką podopiecznej wynagradzał mi to wszystko. A być może kolosalna różnica wobec pracy w gastronomii, gdzie czasami nawet nie miałam czasu, by sięgnąć po butelkę z wodą i się napić, była powodem, że na początku na pewne rzeczy nie zwracałam większej uwagi.

Poloniusz: Co było dla Pani największym pozytywnym i negatywnym zaskoczeniem, jeśli chodzi o pracę w opiece?

BB: Nie miałam żadnych wyobrażeń odnośnie tej pracy ani szczególnych oczekiwań. Znałam co prawda kobiety, które pracowały jako opiekunki, ale właściwie nigdy nie interesował mnie ten temat.

Chyba zaskoczyła mnie firma, która „z łaską” dostarczyła mi moją umowę. Pierwszą wypłatę dostałam z siedziby na Gibraltarze. Gdy po kilku tygodniach zaczęłam pytać o moją kartę ubezpieczeniową (ponoć byłam ubezpieczona w Niemczech), usłyszałam, że ze mną zawsze są problemy.  W związku z tym, że miałam ogromne wątpliwości odnośnie legalności mojego zatrudnienia, wypowiedziałam umowę. Córka podopiecznej zaproponowała mi, że zatrudnią mnie bezpośrednio. I wtedy spotkała mnie kolejna przykra niespodzianka. Chciano mnie zatrudnić na Minijob. Później stwierdzono, że z Minijob jest za dużo zachodu i że będę pracowała na czarno, a oni zwrócą mi koszt ubezpieczenia. Podziękowałam. Przy kolejnym wyjeździe dokładniej sprawdzałam firmy, które proponowały mi współpracę, a propozycje zatrudnienia bezpośrednio u rodziny podopiecznego przestały mnie interesować.

Jeśli chodzi o pozytywne wrażenia, to myślę, że nie spodziewałam się, że z podopieczną, jej dziećmi, czy też wnukami, będę właściwie na stopie koleżeńskiej. Przez cztery lata, już chyba w siedemnastu domach podopiecznych, nie ma Pan/Pani/Państwo, tylko niemal od razu wszyscy są na ty.

Poloniusz: Od ponad czterech lat zajmuje się Pani opieką nad seniorami, to już duże doświadczenie. Poleca Pani wyjazdy samodzielne czy też za pośrednictwem firm?

BB: Myślę, że przy krótkich wyjazdach, na które decyduje się większość opiekunek, lepiej jest wybrać firmę.

Jeśli ktoś chce wyjechać na dłuższy czas i jest w stanie sam znaleźć sobie rodzinę, która go zatrudni oraz dopilnować formalności, nie widzę żadnych przeciwwskazań. Należy jednak pamiętać, że umowa na Minijob ma się nijak do pracy w opiece. Jest to praca w niepełnym wymiarze godzin. Trzeba również uważać przy pracy na Gewerbe. Nie można zakładać własnej działalności i pracować u jednej osoby. Jeśli pracujemy jako opiekunka u jednej osoby, powinniśmy zawrzeć z rodziną umowę o pracę.

Niestety wciąż wiele opiekunek wyjeżdża pracować na czarno. Nie pochwalam tego i nie rozumiem. Wiele z nich z pewnością pobiera w Polsce renty, emerytury, zasiłki i nie chce ich stracić. Są również panie, które boją się, że trafią w złe miejsce i wyjeżdżając przez firmę, nie będą mogły z nich zrezygnować. Dlatego często powtarzam, że mamy prawo wypowiedzieć umowę z zachowaniem okresu wypowiedzenia, a w drastycznych przypadkach możemy nawet wypowiedzieć w trybie natychmiastowym.

Poloniusz: Opieka nad osobą starszą to z reguły zakwaterowanie w domu podopiecznego. Jakie są warunki mieszkaniowe dla opiekunek?

BB: Bywa różnie. Ostatnio miałam „szczęście” trafić do domu, gdzie przydzielono mi pokój na poddaszu. W nim stała sofa i szafa. Nie miałam tam nawet stolika. Gdy chciałam podłączyć komórkę, żeby się naładowała, odpadł kontakt. Internet, który podopieczna miała w mieszkaniu, nie odbierał na drugim piętrze. Przebywając w pokoju, dostawałam klaustrofobii. Gdy syn podopiecznej przyszedł, żeby porozmawiać, poprosiłam go, żebyśmy wyszli, bo miałam wrażenie, że się uduszę od tego tłoku. Korzystałam z łazienki na parterze, w mieszkaniu podopiecznej. Na szczęście spędziłam tam zaledwie kilka dni.

Ostatnie dwa lata współpracuję z jedną firmą. W przerwach skuszę się, by wyjechać z inną. Zawsze żałuję. Na zleceniach z firmy, z którą współpracuję od dłuższego czasu, miałam duże, ładne, w pełni umeblowane pokoje na pierwszym piętrze, wspólną łazienkę, pełną swobodę w poruszaniu się po całym domu oraz dostęp do Internetu.Firma reagowała również, jeśli były jakieś problemy np. z wyżywieniem.

Poloniusz: Jaka jest granica prywatności opiekunki?

BB: Ma się własny pokój, komputer i to nasz prywatny świat. W niektórych domach można swobodnie się poruszać, w innych podopieczni chodzą za nami, jak cień. Nakazują, zakazują, choć w rzeczywistości już niewiele rozumieją. Ostatnio miałam zainstalowaną kamerkę w przedpokoju. Niby ze względu na podopieczną, żeby było wiadomo, kiedy wychodzi z domu. Zastanawiające, bo trzeciego dnia ponoć się popsuła i nie miałam obrazu u siebie w aplikacji. Natomiast nadal była podłączona do kontaktu. Słyszałam, że są miejsca, gdzie w całym domu są porozmieszczane kamerki. Przed wyjazdem wiedziałam o tej kamerze w przedpokoju. Zdecydowałam, że mimo wszystko pojadę, chociaż nikt mi nie potrafił wyjaśnić, po co ona jest. Na miejscu też zadawałam pytania. Nie powiem, żebym otrzymała zadawalającą odpowiedź. Za każdym razem, gdy wchodziłam do mieszkania podopiecznej, czułam się jak gwiazda filmowa na czerwonym dywanie. Trochę mnie to bawiło. Zawsze pamiętałam, że gdy wchodzę, kamera jest skierowana na mnie. Kiedyś mówiłam, że nigdy nie wyjechałabym do pracy, gdzie byłyby kamery. Teraz jest mi już wszystko jedno. Byle nie w moim pokoju i nie w łazience. Aczkolwiek myślę, że to może być ogromne obciążenie, gdy się wie, że w każdej chwili może nas ktoś obserwować. Nie wiem, czy psychicznie dobrze bym to zniosła.

Poloniusz: Czy zdarzyło się Pani, że oferta pracy znacząco odbiegała od sytuacji zastanej na miejscu? Co należy wtedy zrobić?

BB: Pracuję tylko z osobami chodzącymi. Raz weszłam do mieszkania i ujrzałam wózek inwalidzki. Siedziałam i zastanawiałam się, co jest grane i czy podopieczna chodzi. Na szczęście po jakimś czasie staruszka wstała i trzymając się wózka, ruszyła w stronę kuchni. Raz przemilczano, że podopieczna nie trzyma kału. Zmienniczka poinformowała mnie o tym dzień przed wyjazdem, gdy miałam już podpisaną umowę. Zapewniła mnie jednak, że podopieczna wszystko robi sama koło siebie i zdecydowałam się, że pojadę. Myślę, że gdyby zlecenie znacząco odbiegało od opisu, wypowiedziałabym umowę w trybie natychmiastowym. Pewne rozbieżności są zawsze. Np. seniorzy z demencją przedstawiani są jako osoby bez tego problemu. Z tego wynika mnóstwo kłopotów na zleceniu. Dlatego wolę decydować się na oferty, gdzie jest stwierdzona ta choroba, niż kilka tygodni męczyć się z rodziną podopiecznego i z nim samym, uświadamiając ich, zanim choroba zostanie zdiagnozowana.

Poloniusz: Co należy, a co nie należy do obowiązków opiekuna?

BB: Osobiście największy nacisk kładę na to, że polska opiekunka, bez wykształcenia medycznego uznanego w Niemczech nie ma prawa wykonywać czynności medycznych. Wiem natomiast, że wiele opiekunek wykonuje te czynności. Firmy w nazwach mają Pflege, care, co sugeruje, że jesteśmy wykwalifikowanym personelem medycznym. W niektórych firmach w ankietach, jakie są przeprowadzane przed zatrudnieniem opiekunki, padają pytania, czy potrafimy te czynności wykonywać. Moim zdaniem jest to niedopuszczalne.

Jako opiekunki często bulwersujemy się, gdy oczekuje się od nas wykonywania prac ogrodowych, mycia okien, sprzątania starych brudów. Myślę, że wykonywanie tych prac zależy przede wszystkim od stanu podopiecznych. Jeśli ma się dużo pracy przy podopiecznym, nie ma czasu i siły na inne prace. Poza tym należy pamiętać, że nas również obowiązuje czas pracy. Niektóre firmy mają w umowach prace ogrodowe i mycie okien. Ja, mimo wszystko, podpisuję takie umowy i liczę na rozsądek niemieckich rodzin. Zawsze można wypisać na karteczce przepracowane godziny i pokazać, że z tymi czynnościami nie mieścimy się w czterdziestu godzinach pracy. Prace jakie wykonujemy przy seniorach lub z ich pomocą zajmują nam dużo czasu. Stary człowiek jest powolny. Więcej czasu potrzebuje, by się ubrać, umyć, zjeść, pomyśleć. Często trudno ich namówić do tych wszystkich czynności. Wkładamy w to nie tylko siłę, ale i czas.

Poloniusz: Czy w pracy są wymagane jakieś kursy?

BB: Właściwie nie. Do pracy może wyjechać każdy. Firmy i niemieckie rodziny z pewnością cenią sobie chociażby kurs pierwszej pomocy czy wszelkie kursy medyczne. Trzeba jednak zawsze być świadomym, że po kilkugodzinnych kursach w Polsce nie możemy wykonywać czynności medycznych.

Moim zdaniem bardzo ważna jest znajomość języka niemieckiego. Gdybym chciała zacząć pracę w opiece i musiałabym wybrać pomiędzy kursem medycznym a kursem językowym, stanowczo zdecydowałabym się na kurs językowy. To jest praca z ludźmi. Często z seniorami, których bez barier językowych jest trudno zrozumieć, a co dopiero z podstawami języka lub zupełnie bez jego znajomości. Na szczęście firmy sprawdzają znajomość języka. Niektóre oferują również kursy doszkalające.

Poloniusz: Czy odmówiła Pani kiedyś pracy z jakimś podopiecznym?

BB: Oczywiście. W opiece jest wiele ofert pracy do ciężko chorych ludzi. Każda opiekunka może zadecydować, z kim chce pracować. Firmy przed podjęciem współpracy zawsze o to pytają. Ja preferuję kobiety chodzące, z demencją. Mogą być nawet agresywne. Dla mnie to jest wyzwanie. Są opiekunki, które wolą osoby leżące. Można również wybrać, czy się jedzie do kobiety, do mężczyzny czy do małżeństwa.

Dwa razy zdarzyło mi się zjechać ze zlecenia drugiego dnia. Za pierwszym razem podopieczna, jej córka i sprzątaczka dobitnie pokazały mi, co o mnie myślą i gdzie jest moje miejsce. Gdyby nie tysiąc kilometrów, które pokonałam, wróciłabym tego samego dnia. Innym razem z domu podopiecznej „wykurzyła” mnie temperatura w pomieszczeniach. Od siedmiu stopni w toalecie i w łazience do osiemnastu stopni w moim pokoju, po tym, gdy całą noc były w nim włączone kaloryfery. Gdy rano podopieczna zrobiła inspekcję w moim pokoju i oświadczyła, że wyłączyła kaloryfer, zadecydowałam, że zjeżdżam.

Poloniusz: Jak odmawiać podopiecznym i ich rodzinie?

BB: Jeśli zna się prawa, przepisy, swoją umowę, nie ma z tym najmniejszego problemu. Mówi się, że tak mówią przepisy i sprawa załatwiona. W sprawach, których nie reguluje prawo, trzeba na spokojnie przedstawić swój punkt widzenia. Najlepiej zaznaczyć, że nie chodzi jedynie o nasze dobro, ale i o dobro podopiecznych. W ten sposób można dokonać wielu zmian. Należy być przy tym stanowczym, konsekwentnym i warto mieć firmę po swojej stronie. Jeśli firma nie poprze naszego stanowiska, trudno będzie postawić na swoim.

Poloniusz: Co jest najtrudniejsze w pracy opiekunki?

BB: Podporządkowanie własnego życia i własnych potrzeb pod potrzeby podopiecznego oraz wyznaczenie granic, gdzie kończy się praca.

Nie biorę trudnych przypadków. Osób leżących, ciężko chorych. Przypuszczam, że opiekunki zajmujące się takimi ludźmi, mają zupełnie inne problemy na zleceniu. Ja pracuję głównie z osobami chorymi na demencję. Przy takich osobach nie należy brać słów podopiecznych do siebie. Jest to trudne. Myślę, że większość opiekunek ma z tym problem. Sama nieraz zastanawiam się, czy każde niemiłe słowo czy wyzwiska mogę i powinnam usprawiedliwiać chorobą. Największy problem pojawia się wtedy, gdy podopieczna nie ma oporów, by uderzyć opiekunkę. Niektórzy dalej tkwią na takich zleceniach. Dla mnie jest to moment, gdy mówię: „nie”. Moim zdaniem to powód, by wypowiedzieć umowę w trybie natychmiastowym. Tacy podopieczni nie powinni przebywać w domach lub powinno się im odpowiednio ustawić leki, zanim sprowadzi się opiekunkę.

Poloniusz: Czy przywiązuje się Pani do podopiecznych?

BB: Zależy, jak długo jestem na zleceniu. Raczej trudno się nie przywiązywać. Najczęściej przez kilka tygodni jest to jedyny człowiek, jakiego widzimy od rana do nocy. Z nikim jednak nie utrzymuję kontaktu. Z opiekunkami czasami owszem. Z podopiecznymi nigdy. Zresztą, gdy tylko wyjadę, oni zapominają, że ja w ogóle istniałam.

Poloniusz: Jakie nastawienie mają podopieczni?

BB: Są tacy, którzy cieszą się, że mają opiekunkę. Są wdzięczni za pomoc, towarzystwo. Są również tacy, którzy uważają, że nie potrzebują pomocy. Wynika to z ich choroby, demencji. Mam to szczęście, że ostatnio pracuję z ludźmi, którzy mnie szanują. Liczą się z moim zdaniem. Niestety trafiałam też w miejsca, gdzie było inaczej. Jednak nic na siłę. Gdy nie widzę szacunku, a zdrowy człowiek (bez demencji) obraża mnie na powitanie i mam wrażenie, że współpraca z tymi ludźmi nie będzie możliwa, rezygnuję.

Poloniusz: Jak bardzo różni się mentalność Polaków i Niemców?

BB: Niemiec wierzy w prawo. Wierzy w to, co jest napisane na papierze, w to, co się mu mówi. Zawsze czułam się w Niemczech bezpiecznie. Wiem, że jeśli ja zachowam się w porządku, to zawsze mogę dochodzić swoich praw.

Jako opiekunka często przyglądam się, jak samotne są osoby starsze. Rzadko ktoś je odwiedza. Mało kto do nich dzwoni. Rozmowy z dziećmi i z wnukami są sztuczne. Nie ma pytań: „jak się czujesz?”, narzekania na zdrowie, zwykłego „zrzędzenia” starszych osób i grzecznie słuchających dzieci. Z jednej strony jest to straszne. Z drugiej strony obserwuję, jak ważne są dla Niemców dzieci. Od małego są uczone, że powinny mieć własne zdanie, że mają coś ciekawego do powiedzenia, że mają prawo wymagać wszystkiego, co najlepsze od życia. Podczas uroczystości rodzinnych, to dzieci są w centrum uwagi. Opowiadają, a dorośli dumnie się przysłuchują. Samotność na starość to ich własny wybór. Chcą, by ich dzieci żyły własnym życiem, a nie życiem schorowanych rodziców.

Niemcy są niezwykle oszczędni. Często spotykam Polaków, którzy o dużych sumach mówią, że to grosze. Niemiec pomyśli, przeliczy i o pięciu euro potrafi powiedzieć, że to przecież bardzo dużo pieniędzy. To chyba od nich nauczyłam się oszczędności i zanim coś kupię, kilka razy się zastanowię, czy faktycznie tego potrzebuję. My jesteśmy rozrzutni. Lubimy zaimponować dobrami materialnymi. Niemcy nie mają takiej potrzeby. Może to efekt wychowania, braku kompleksów. Oni wolą pojechać na wycieczkę, wyjść do opery czy chociażby na spotkanie parafialne.

Polak pracuje, żeby zarobić. Niemiec robi to, bo tak należy. Nawet moi podopieczni potrafią krzątać się od rana do nocy. Obserwuję sąsiadów w podeszłym wieku, którzy również całymi dniami robią coś w ogródkach, myją okna, wietrzą i sprzątają mieszkania, szorują gzymsy. Kiedyś nawet widziałam staruszka, który po burzy sam wszedł na dach i coś tam naprawiał. Czasami, gdy na nich patrzę, zastanawiam się, czy oni nie mogą na chwilkę usiąść.

W Niemczech ceni się wykształcenie i wiedzę. Szanują oni ludzi, którzy zrobili maturę, ukończyli studia. Jednocześnie żadna praca nie hańbi, a nawet wykształcenie zawodowe daje gwarancję dobrze płatnej pracy. U nas każdy chciałby studiować, być magistrem, w nadziei, że wtedy będzie zarabiał dobre pieniądze. W rzeczywistości wielu tych magistrów kończy za granicami naszego pięknego kraju na zmywaku, budowie, jako sprzątaczka, w ogrodnictwie czy w opiece.

Poloniusz: Czego Pani brakuje najbardziej podczas pobytu u podopiecznego?

BB: Normalnego życia. Kontaktów społecznych, które w pracy ograniczają się do telefonu i do komputera. Wolności. Decydowania o tym co i kiedy zjem, kiedy pójdę spać, kiedy posprzątam, kiedy pójdę na zakupy. Teoretycznie powinniśmy sobie sami organizować czas pracy, uwzględniając potrzeby seniora. W praktyce wygląda to różnie.

Poloniusz: Co Pani pomaga podczas ciężkich chwil na obczyźnie?

BB: Rozmowa z rodziną, ze zmienniczką, pisanie bloga. Czasami, gdy wyrzucę z siebie żale, jest mi lżej albo dostrzegam inne strony medalu. Staram się mieć zawsze wolny dzień na zleceniu. Wyjście do miasta, między ludzi, pozwolenie sobie na jakąś przyjemność – kawę, zakupy, małą wycieczkę, poprawiają samopoczucie na jakiś czas. Gdy już kompletnie nie mam siły, liczę odłożone pieniądze oraz te, których jeszcze nie zarobiłam, a które są mi potrzebne do zrealizowania moich marzeń.

Poloniusz: Jak udaje się Pani utrzymywać dobre relacje z rodziną i znajomymi w Polsce?

BB: Z rodziną kontakt zawsze jest i będzie. Nawet, gdy widujemy się rzadko, to jest moja rodzina i się o nich pamięta. Jeśli chodzi o znajomych, to nigdy nie przywiązywałam wagi do ilości, ale do jakości. Niestety niektóre znajomości nie przetrwały tej próby. Są jednak ludzie, z którymi po miesiącach rozłąki rozmawia się, jakby się nigdy nie wyjeżdżało. Myślę jednak, że to jest ogólnie problem ludzi pracujących za granicą. Wyjeżdża się na kilka miesięcy, robi się z tego kilka lat. Tęskni się za krajem, znajomymi, rodziną. Po powrocie okazuje się, że każdy ma już swoje życie i niekoniecznie jest w nim na nas miejsce. Trzeba zaczynać wszystko od nowa. Nawiązywać nowe przyjaźnie. Być może opiekunki nie odczuwają tego w taki sposób. Często wracają do swoich domów i to na kilka tygodni. Ja pracowałam jednak nie tylko jako opiekunka. Masę czasu spędziłam za granicą i planuję taki powrót, chociaż nie za bardzo jest do czego i do kogo wracać.

Poloniusz: Jak reagują znajomi na informację o Pani pracy?

BB: Myślę, że to odpycha. Podejmując się pracy w gastronomii, w pewien sposób zamknęłam sobie drogę do bardziej ambitnej pracy. Czasami mam wrażenie, że pracując w opiece, zamknęłam sobie drogę nie tylko do lepszej pracy, ale i do nowych znajomości. Ludzie, którzy mnie znają, nie mają problemu z moją pracą. Być może mi współczują. Niektórzy z pewnością się dziwią. Natomiast nowo poznane osoby bardzo łatwo potrafią zaszufladkować człowieka. Słyszą „opiekunka” i już wiedzą wszystko. A tak naprawdę nie wiedzą nic. Każdy z nas jest inny, podjął się tej pracy z różnych powodów. Niestety w wyobraźniach większości ludzi obraz opiekunki jest jeden – niezbyt ciekawy.

Poloniusz: Skąd pomysł na prowadzenie bloga? Czemu akurat taka tematyka?

BB: Mało jest informacji dotyczących naszej pracy. Na początku dużo pisałam na forum dla opiekunek. Radziłam się, później sama dawałam rady. Dzieliłam się doświadczeniami i stwierdzałam, że nie tylko ja borykam się z identycznymi problemami. Coraz częściej pytano mnie, czy jestem blogerką. No i nią zostałam.

Ostatnie cztery lata pracuję jako opiekunka osób starszych. Tym żyję. O czym miałabym więc pisać, jeśli nie o pracy w opiece? Poza tym mój blog Perły rzucone przed damy to nie tylko tematy dotyczące bezpośrednio opieki. Można znaleźć na nim mnóstwo lekcji języka niemieckiego, przepisy kulinarne, zdjęcia z wycieczek po Niemczech i po Polsce, propozycje filmowe, recenzje książek (w tej chwili w pewien sposób związane z opieką, ale dojdą i inne). Mój blog to moje życie i nawet, gdy zakończę pracę w opiece, on będzie się rozwijał. Owszem, być może nie będę pisała już o moje pracy, być może będę pisała o innej, ale niektóre tematy pozostaną, dojdą nowe

Poloniusz: Dlaczego zdecydowała się Pani na napisanie książki?

BB: Lubię pisać. Ludzie chętnie czytają moje opowiadania. Pomyślałam, że to dobra możliwość, by dotrzeć do większej liczby czytelników. Nie tylko do opiekunek. Każdy pewnie zna kogoś, kto wyjeżdża do opieki. Tak naprawdę jednak mało kto zdaje sobie sprawę, jak wygląda nasza praca. Poza tym zależało mi, by informacje o pracy w opiece, które znalazły się na początku książki, trafiły również do opiekunek, które nie korzystają z internetu. Wiele osób jest nieświadoma swoich praw, nieświadoma tego, jak powinna wyglądać nasza praca.

Poloniusz: Komu poleciłaby Pani swoją książkę?

BB: W pierwszej kolejności początkującym opiekunkom oraz osobom, które zastanawiają się nad podjęciem pracy w opiece. Książka nie ma zniechęcić ludzi do pracy w tej branży. Perły rzucone przed damy ma przygotować przyszłych opiekunów na wiele problemów, z jakimi mogą się spotkać na zleceniu.

Polecam ją również wszystkim tym, którzy opiekują się własnymi rodzicami. Co prawda opieka nad własnym rodzicem wygląda inaczej, niż gdy robi się to zawodowo, jestem jednak pewna, że wiele osób znajdzie w niej coś dla siebie. Zwłaszcza ci, którzy opiekują się chorymi na demencję. Mało się o niej mówi. Jest to strasznie trudna choroba. Osoby zajmujące się takimi ludźmi mogą czuć się bezsilne, wyczerpane, a co najgorsze niezrozumiane przez otoczenie, które nie zdaje sobie sprawy, z jakimi problemami borykają się oni na co dzień.

Trzecia grupa ludzi, do których chciałabym trafić, to ci, którzy lubią ciekawe opowiadania. W mojej książce jest ich aż piętnaście. Każde jest inne, każde jest interesujące. Książka w niektórych momentach zmusza do refleksji, w innych wywołuje uśmiech na twarzy. Mi osobiście moje opowiadania przypominają bajki. Bajki oparte na faktach.

Poloniusz: Co by Pani powiedziała osobie, która planuje rozpocząć pracę jako opiekunka?

BB: Warto przed wyjazdem zainteresować się tematem opieki. Ja wyjechałam nieświadoma tego, co mnie czeka, jakie mam prawa. Wierzę, że jeśli będzie się osobą bardziej świadomą swoich praw oraz zapozna się z tematem starości, można uniknąć wielu niemiłych sytuacji i niepowodzeń. Jeśli ktoś zastanawia się nad tym od dłuższego czasu, powinien spróbować. Jeden wyjazd do niczego nie zobowiązuje. Może się okazać, że znajdziemy możliwość zarobku na najbliższe kilka miesięcy, a nawet lat.

Poloniusz: Bardzo dziękuję za rozmowę.

BB: Dziękuję.

Zachęcamy do odwiedzenia bloga: Perły rzucone przed damy oraz lektury książki o tym samym tytule:

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
  
  
 
  

Przejrzyj wszystkie artykuły, lub wybierz któryś z poniższych:

    Żadnej pracy się nie boję: opiekunka osób starszych w Niemczech
    Opiekunka osób starszych – czy wiek ma znaczenie?
    Na co zwracać uwagę przy wyborze pracy jako opiekun/opiekunka osoby starszej w Niemczech?
    Opole: „Popołudnie z opiekunką” już 25 lutego
    Bezpłatny kurs niemieckiego dla początkujących dla opiekunów osób starszych